Wpisy
Uważam, że analogicznie tragedia w Fukushimie, będzie kiedyś uznawana za punkt w historii, w którym zogniskowała się cała słabość kapitalizmu.
Moim zdaniem zarówno jedna jak i druga formuła się wyczerpała. Problem polega na tym – że nikt nie ma dobrego pomysłu co dalej.
Moim zdaniem zmierzamy nieuchronnie w stronę scenariusza typu rewolucja francuska. Tym razem pójdzie szybciej klimatyzacja– mamy lepsze narzędzia niż gilotyna.
Ludzie chca sprawowac wladze, bo to i zaszczyty i pieniadze. A sprawowanie przy obecnosci ekspertow klimatyzacji i dyktacie bankow (w roli glownej Goldman Sachs) nie wydaje sie juz uciazliwe. We Francji jest w dodatku swiete przymierze z Niemcami, blogoslawione reka cara Wladimira, wobec czego prezydentowanie staje sie wcale mila zabawa. Z byciem liberałem we Francji jest pewnie tak, jak u nas z byciem prawicowcem – oprócz prawdziwego sensu słowa istnieje też sens właściwy dla danego państwa, niespójny z tym pierwszym.
U nas prawica to ci, którzy są niechętni okrągłemu stołowi i chcą dokończenia dekomunizacji. Nikt nie bierze pod uwagę w tym kontekście poglądów na ekonomię, dlatego Kaczyński może mówić o sobie że jest prawicowy, choć jego hasła gospodarcze: podatku progresywnego i wspierania związków zawodowych, są czysto lewicowe.
Bierze się to najpewniej stąd, że ludzie od spójnego zbioru przekonań, jakim jest liberalizm czy interwencjonizm, który jest trudny w utrzymaniu i obronie, wolą zazwyczaj mieć jeden łatwy w użyciu wyznacznik, który nie wymaga ani wiedzy, ani wysiłku w dyskusji.
ak zwykle reakcja ze strony opozycji była standardowa – nie, nie, nie zgadzamy się, będziemy bronić pokrzywdzonych, koncepcja premiera nie nadaje się dla Polski, jest technokratyczna, fałszywa, tymczasowa, pijarowa, pod agencje ratingowe, itd.
W polityce polskiej obarczonej zaniechaniem, gnuśnoscią i lenistwem (rozbijanie się melexami na Cyprze, błądzenie po sejmie z dwumetrowym chuchem, dyskutowanie o dochodzienarodowym bez elementarnej znajomości pojęć) utarł się od lat zwyczaj kontrargumentacji łatwiutkiej, najprostszej, nie wymagającej wysiłku, zwyczajnej, populistycznej, zgrubnej i trywialnej, miłej sercu krajana.
Weźmy taki termin jak dziura budżetowa. Od wynalezienia jej w polskich finansach przez Hausnera była ona odmieniana przez żuka i żabę, wiewiórki i wróbelki na wiele sposobów, wciskana jako wytrych do każdej dyskusji, wypisywana do opozycyjnych kajecików jako niezawodny oręż propagandowy, bezmyślnie, sztampowo stosowana gdzie się da i gdzie na da.
Drugi uniwersalny termin – zielona wyspa. Od dwóch lat bezustannie, na okrągło międlony w wypowiedziach opozycji jako kolejny wytrych pijarowski, używany w szyderstwach, docinkach, kpinkach, politycznych debatach, poważnych przemówieniach tak często, że przestała cokolwiek znaczyć.
Trzecie pojęcie – dług lub zadłużenie stało się bardziej rozciągliwe niż guma do majtek. Dług publiczny, zewnętrzny, deficyt budżetowy, zadłużenie wewnętrzne, przedsiebiorstw, skarbu państw, to wszystko – jeden neon z migającymi, rosnącymi w każdej sekundzie cyferkami.
Bycie opozycji w Polsce jest bardzo łatwe. Każdy poseł posiadający odrobinę sprytu może zostać wzorcowym opozycjonistą, wystarczy przyswoić sobie parę au currant chwytów, bon motów i schlagwortów by zostać oficerem partii opozycyjnej, specjalistą od spraw harcownictwa.
Jeśli spośród przemówień szefów partii opozycyjnych w ostatniej debacie na temat expose premiera publicyści wyróżniają raczej zdawkowe wystąpienie Palikota, bo odbyło się bez kartki i było emocjonalne, zaangażowane, retorycznie atrakcyjne, to jak wyglądały przemówienia pozostałych szefów?
Nędzenie, wytarte frazesy, zlepki argumentów, żadnych kontrkoncepcji, zbiór narzekań, epitetów i pobożnych życzeń od sasa do lasa.
Takie też po części było wystąpienie Palikota, tylko że w nim jako w jedynym dało się zauważyć jakieś ślady planu oracji, jakiś porządek myślowy.
Mowy pozostałych liderów partyjnych, to była jedna sztampa, jak na przykładzie Prezesa zauważył Redaktor.
Kończę, temat zbyt obszerny.
Pzdr, TJ
Jak zwykle reakcja ze strony opozycji była standardowa – nie, nie nie zgadzamy się, będziemy bronić pokrzywdzonych, koncepcja premiera nie nadaje się dla Polski, jest technokratyczna, fałszywa, tymczasowa, pijarowa, pod agencje ratingowe, itd.
W polityce polskiej obarczonej zaniechaniem, gnuśnoscią i lenistwem (rozbijanie się melexami na Cyprze, błądzenie po sejmie z dwumetrowym chuchem,) utarł się od lat zwyczaj kontrargumentacji łatwiutkiej, najprostszej, nie wymagającej wysiłku, zwyczajnej, populistycznej, zgrubnej i trywialnej.
Weźmy taki termin jak dziura budżetowa. Od wynalezienia jej w polskich finansach przez Hausnera była ona odmieniana przez żuka i żabę, wiewiórki i wróbelki na wiele sposobów, wciskana jako wytrych do każdej dyskusji, wypisywana do opozycyjnych kajecików jako niezawodny oręż propagandowy, bezmyślnie, sztampowo stosowana gdzie się da i gdzie na da.
Drugi uniwersalny termin – zielona wyspa. Od dwóch lat bezustannie , w kółko międlony w wypowiedziach opozycji jako kolejny wytrych pijarowski, używany w szyderstwach, docinkach, kpinkach, politycznych debatach, poważnych przemówieniach tak często, że przestała cokolwiek znaczyć.
Bycie opozycji w Polsce jest bardzo łatwe. Każdy poseł posiadający odrobinę sprytu może zostać wzorcowym opozycjonistą, wystarczy przyswoić sobie parę au currant chwytów, bon motów i schlagwortów by zostać oficerem partii opozycyjnej, specjalistą od spraw harcownictwa.
Jeśli spośród przemówień szefów partii opozycyjnych w ostatniej debacie na temat expose premiera publicyści wyróżniają raczej zdawkowe wystąpienie Palikota, bo odbyło się bez kartki i było emocjonalne, zaangażowane, retorycznie atrakcyjne, to jak wyglądały przemówienia pozostałych szefów?
Nędzenie, wytarte frazesy, zlepki argumentów, żadnych kontrkoncepcji, zbiór narzekań, epitetów i pobożnych życzeń od sasa do lasa.
Takie też po części było wystąpienie Palikota, tylko że w nim jako w jedynym dało się zauważyć jakieś ślady planu oracji, jakieś uporządkowanie.
Prezes K. dołożył do plejady obcych wyrazów „anihilację”, co natychmiast podchwycono i komentuje się szeroko, przyjmując, że to synonim likwidacji, zniszczenia lub też eksterminacji (Pani Olejnik). Niby PO zamierza „anihilować” opozycję. Sprawa nie jest wcale taka prosta. Bez większych konsekwencji można kogoś wykończyć, separator seko Jak to przenieść na stosunki społeczno-polityczne? Zacznijmy skromnie. Aby mogła nastąpić np. anihilacja członka PiS’u (np. Brudzińskiego) w PO musi sie znaleźć polityk o tych samych walorach, tylko przeciwstawnych poglądach i działalności (może Niesiołowski, choć takie zestawienie jest pewnie ujmą dla niego), zetkną się (np. w TV), zrobi się „bum” i błysk promieniowania (może gamma) i…cisza! PO i Pis dobierze się w pary, nastąpią dalsze anihilacje, ale nie tylko opozycji!!! Znikną zarówno PO separator selko jak i PiS! Jaka miła perspektywa dla pana Napieralskiego. Razem z Kłopotkiem będą rządzić Polską, obejmą wszystkich obywateli, mających chociaż doniczki na oknach, powszechnym KRUS’em i szczęśliwość zupełna.Nic o nas bez nas, hasło, które w swym dosłownym znaczeniu określa, że PiS będzie obecny tam, gdzie dzieje się coś, co ma znaczenie dla interesów kraju!! Oznacza to, że we wszystkich istotnych, konstytucyjnie określonych uprawnieniach Rządu RP, dotyczących polityki zagranicznej, obronności kraju, bezpieczeństwa obywateli, ochrony zdrowia oraz gospodarki kraju a także opieki socjalnej oraz nauki i kultury, będzie brał udział PiS z prezesem w roli głównej. Czy to oznacza, że JK przeprosi Prezydenta Komorowskiego za dotychczasowe lekceważenie roli RBN i poprosi o umożliwienie brania udziału w najbliższym spotkaniu tej Rady? Czy to oznacza, że zamierza być opozycją konstruktywną, a nie jak dotychczas opozycją, która wszystkie zamiary Rządu neguje dla samego negowania, bez propozycji rozwiązań, może innych, ale ekonomicznie uzasadnionych? zniszczyć i eksterminować, trzeba jednak niezwykle ostrożnie podejść do próby anihilacji. Mam prawo pisać na ten temat, bo wykładałem fizykę doświadczalną separatorów, a tam ten termin jest sprecyzowany jednoznacznie. Spotyka się cząstka danego rodzaju z antycząstką i obie cząstki ulegają zniszczeniu, powstaje tylko błysk fotonowy o energii równoważnej łącznej masie. Przyroda realizuje w kosmosie takie procesy, naukowcy w laboratoriach też. Są nawet wykorzystane takie zderzenia anihilacyjne w pomiarach rożnego typu.
Niczego takiego nie dostrzegam, a hasło nic o nas bez nas nie posiada adresata. Jest hasłem pustym, bo i zachowania nie wskazują na to, że opozycja pragnie być tam, gdzie dzieją się rzeczy istotne dla niej samej (przykład potraktowania radnych PiS-u w Łodzi) czy kraju. Można odnieść wrażenie, że JK zdaje sobie sprawę z tego, że do jesieni, na śmierci brata nie dociągnie, stąd słyszy się słowa, by za katastrofę osadnik trap za bardzo nie obciążać LK, ponieważ są jeszcze inni, może nie mniej odpowiedzialni. Osobiście podzielam pogląd (ostatnio się o tym słyszy), że eksploatowana ostatnio sprawa ostrej wymiany zdań pomiędzy generałem a kapitanem przed startem do Smoleńska z pogodą w tle służy określonemu celowi, jakim jest pomniejszenie odpowiedzialności LK, albo uczynienia Go wręcz nie świadomym niczego pasażerem samobójczego lotu. Bo mamy sprawę z wyjątkową? (nie znajduję odpowiedniego pojęcia dla cenzury separatory).Czy ostatnie zachowanie posła Błaszczaka to samounicestwienie się osoby, z górnej półki PiS-u, czy jest podobne do zachowania się posła Suskiego po wytknięciu mu ignorancji? Myślę, że jest to krok przemyślany, który w zestawieniu z redukcją obecności Pospieszalskiego w TVP, daje możliwość podniesienia rabanu w niebogłosy, że my tu nic o nas bez nas, a wy nas redukujecie gdzie się da i jak się da!! Przy gasnącym płomieniu sprawy smoleńskiej, (bo i komentarze na blogach DZIENNIKA i NEWSWEEKA stają się coraz bardziej umiarkowane i coraz mniej obraźliwe) oraz zaniku teorii zamachowych hasło nic o nas bez nas, daje jakąś nadzieję na podtrzymanie popularności, chociaż w niektórych kręgach społeczności polskiej. Dochodzą głosy o ospałości naszej, niezależnej prokuratury separatorów, oby nie okazała się nazbyt niezależna!! Moim zdaniem sprawozdanie Komisji min. Millera, należy potraktować jako dokument pomocniczy do wyników prac prokuratury i Sądu FR. Jeśli pójść za ciosem i umiejętnie zanihilować PSL z SLD separator fett oraz PJN z RPP to nastąpi to co planował Kononowicz – nie będzie niczego, tylko jasność pomroczna! Zostanie kilkadziesiąt milionów Polaków bez polityków zrzeszonych we wspomniane partie, co za ulga! Dalej już nie będę się zastanawiał czy to dla mnie dobrze czy źle, bo i tak zostanie to w dziedzinie marzeń i gdybań. Na współudział w anihilacji prezes się nie zgodzi, jeśli szef partii Błaszczak mu wyjaśni, jakie konsekwencje ma anihilacja. Wymyśli nowy wyraz, mniej groźny dla polityków swojej partii.
Jesli adwokat sklada oswiadczenie, gwarantuje jego prawdziwosc. Inaczej – samobojca. Mimo kilkunastu zapwnien R.K., ze decyzja od przesunieciu na pierwsze miejsce byla bez jego wiedzy, pani Olejnik dalej pytala o to samo. Znow i znow. Krecila czas wywiadu gwoli uciechy publiki. Dobre, ostre zestawienie profesjonalizmu z gledzeniem dzienikarza.
Zaskakuje bazarowa iscie ekwilibrystyka
„Wszystko przeszło mi przez głowę. Że Kalisz kręci, udając, że nie ma z tym nic wspólnego…”
Mecenas Kalisz nie krecil. Mecenas Kalisz mowil prawde (jak wyzej) i oczekiwalbym nieco szacunku dla Adwokata od P.T. Dziennikarza.
Rozbrajajaco naiwne jest tez rozwazanie Stadionu Narodowego:
„…ale kto go utrzyma, co się będzie na nim działo przez okrągły rok po mistrzostwach Europy?” Doprawdy ? Wszyscy o tym mowia, wiedza, ze bylo Targowisko – bedzie Targowisko, ale Pan Redaktor potrzebowal „oryginalnego pomyslu pewnego przyjaciela” zeby o tym pomyslec. Przyznaje, podziw budzi dbalosc Autora o zwykle sracze. Az trzy definicje wymyslil (Jego przyjaciel) na ten przybytek: toalety, ubikacje, WC. Jest przy tym pan Passent zaskoczony odkrywczym pomyslem Przyjaciela, ze nowy stadion bedzie mial: ” eleganckie, kulturalne , higieniczne warunki” ! To jest prawdziwe odkrycie. Nowy stadion i takie rewelacje…
Kto by się przejmował wiecznie upojonym swoją wielkością celebrytą i Gargantuą Polskiej Lewicy, który w poszukiwaniu pewnych zaproszeń do studiów RTV dla zaspokojenia rozdętego brzucha (bywa, że częstują tam bezą i kawą) i równie rozdętego ego przez całą nadchodzącą kadencję Sejmu, gotów by pewnie niejeden wniosek trybunalsko-hucpiarski spłodzić po ponad trzy lata trwających poszukiwaniach szczelnie zakrytej ‘nagiej prawdy o IV RP’?
Nawet ten, co Ma Tole doszedł do tego w mig, gdy inni lubią drążyć w mule, a nuż dodrążą się do trzeciego dna…
Stadion Narodowy ma przyszłość użytkową. O to akurat bym się nie martwił. Jak tak dalej pójdzie, to Nasza Narodowa Platforma Obciachowa może nie pomieścić w gdańskiej Arenie cyrkowej wszystkich swoich zwolenników, którzy unikają, jak mogą, bezrobocia na partyjnym wikcie, opłacanym suto z budżetu państwa. Narodowy będzie jak znalazł, żeby w 2012 r. po raz pierwszy ten, klimatyzator co Ma Tole w asyście cyborga z PSL usłyszał chóralne i gromkie „Plon niesiemy, plon!”
Czas najwyższy wrócić do dobrej obywatelskiej tradycji składania okresowych stadionowych meldunków ukochanemu Przywódcy Naszej Platformy Obłędu i Obłudy. Niechaj każdy z nas już dziś pomyśli klimatyzator, jaki meldunek przyjdzie mu złożyć i jaki przyniesie plon.
Te wszystkie delicje fajdania i kultury klimatyzacja dotycza jedynie VIP „…we przestronnych pomieszczeniach”. A szaraki, jak ja ? Pod plotem na Kepie ? Czekam na specjalny Komitet ukladajacy liste VIP tudziez liczne Komisje Sejmowe do weryfikacji miejsc na listach i skladu uprzywilejowanych.
I – rzecz niespotykana i nieznana na polskim zadupiu – „…handel pod okiem kamer i monitorów, co zwiększy bezpieczeństwo sprzedawców i kupujących oraz ułatwi nadzór policyjny, bo wiadomo, że na targowiskach różnie bywa”. Same nowosci i rewelacje ! Zwlaszcza, ze „na targowiskach roznie bywa”…
Nie wspomne o tym, ze ” Żadna inna stolica klimatyzacji w Europie nie będzie miała takiego jarmarku”, jak stoi napisane. Nie mam bowiem ani czasu, ani ochoty zwiedzac stadionow i sraczy europejskich dla odniesienia do nich Narodowych Kibli i Narodowego Targowiska w Warszawie.
Chwalić za roztropność, skoro przed wyborami wiara w zwycięstwo była słaba, co przełożyło się na zapowiedź przegranej. Moje czytanie ze zrozumieniem czy bez zrozumienia nie ma zbytniego znaczenia, gdyż wyznam szczerze, że nie czytałem Pańskich wpisów przedwyborczych, i z pewnością z tego powodu jestem nieuświadomiony w kwestii Pańskiej dalekowzroczności politycznej oraz realizmu w odniesieniu do ugrupowania, które zdaje się być Panu bliskim, a co stanowi Pański wybór.
Co do Palikota, to ani mnie on nie ziębi, ani nie grzeje. Nie uważam go ani za Mesjasza, ani za Judasza, Kajfasza czy Barabasza polskiej polityki. Gdyby Pan czytał uważniej moje wpisy opublikowane w ciągu ostatnich miesięcy u red. Passenta czy u red. Szostkiewicza, to wiedziałby Pan, że jestem raczej krytycznie nastawiony do Palikota, a już z pewnością nie traktuję go jako lewicę. Jako prawicę również.
Pan zarzuca Palikotowi brak ideowości, a moim zdaniem jest to raczej zaleta jego ugrupowania. W polityce chyba coraz mniej chodzi o ideowość, a coraz więcej o cel, wokół którego skupiają się zwolennicy jego realizacji. Palikot nie potrzebuje idei, ponieważ znalazł on sobie (i tym, którzy popierają) cel, a nawet kilka klimatyzatorów. Głównym z nich zdaje się być deklerykalizacja życia publicznego, i tu moim zdaniem Palikot klimatyzacja ma rację, czyli celuje w samą „10″. Polsce bardziej potrzebna jest deklerykalizacja niż ukochana miedzy innymi przez PiS dekomunizacja. Komunizm upadł 22 lata temu klimatyzatory, groźba jego powrotu nie istnieje, ludzie związani z komuną naturalną siłą rzeczy tracą na znaczeniu. Klerykalizm za to ma się nadzwyczaj dobrze, i Palikot uderza w samo centrum problemu, jaki stoi na przeszkodzie unowocześnianiu państwa polskiego. Przy czym Palikot nie chce dechrystianizacji Polski. On tylko domaga się poszanowania konstytucji, według której Polska jest państwem bezwyznaniowym, w którym wszystkie religie mają takie same prawa, zaś wiara jest sprawa prywatną obywateli, a nie elementem polityki państwa.
Palikot jest bezideowy, i dlatego tak łatwo dorabiać mu różne gęby wedle uznania i wygody, w tym tę najdziwaczniejszą, czyli gębę lewicowca. Albo populisty lub po prostu demona z piekła rodem. Zapraszam jednak do bezideowego spojrzenia na ruch Palikota, a wtedy być może dostrzeże Pan dziury w swoim rozumowaniu – rozumowaniu opartym na tradycyjnej koncepcji ruchów politycznych, skupionych wokół wielkich idei, dziś i tak już zmurszałych i pozbawionych większego klimatyzacji sensu, za to naładowanych emocjami jak cholera. Wielu ( w tym Pan, a także prawica „na prawo od ściany”) nie może połapać się o co chodzi Palikotowi dlatego, że nie reprezentuje on żadnej z tradycyjnych idei, do których nas przyzwyczajono przez lata, a co najwyżej Palikot wyznacza konkretne cele – cele, dość chwytliwe, i cele te doprowadzają niektórych do histerii, jak na przykład deklerykalizacja. I bardzo dobrze, że doprowadzają !
Pan sie czepił red. Passenta i widać ma Pan ku temu powody. Red. Passent ma prawo widziec w Palikocie to, co Jemu rzuca się w oczy (np. lewicowość lub „lewicowość”, ale w tym red. Passent nie różni się w niczym od Pana, skoro u tej samej osoby dostrzegł Pan tylko zgrajębezideowych znajomkow doczepiona do medialnego pajaca z kasa lecaca na populizmie i zmeczeniu ludzi skorumpowana klasa polityczna to nie jest lewica.
Osobiście urzeka klimatyzacja mnie ten zjednoczony kwik prawicy „na prawo od ściany” w kwestii Palikota. Intensywność tego kwiku może być oznaką tego, że tym razem wepchnięto prawicy „na prawo od ściany” (i przy okazji innym o podobnym odcieniu tzw. ideowości) palec głęboko w miękkie podbrzusze, i że w ten sposób dotknięto do żywego tam, gdzie naprawdę boli.
Starcie betonowej ideowości z bezideowością zapowiada się znakomicie. Nie muszę dodawać komu kibicuje w tym starciu, kibicuję bezideowo oczywiście.
Dla mnie najbardziej „odkrywczym” osiagnieciem polskiej polityki jest glosowanie i popieranie sil politycznych wedlug zasady „mniejszego zla”.
W ten sposob mozna sie z wdziekiem ciezarnej slonicy pozbyc klopotliwego ciezaru jaki moze plynac z własnych klimatyzator przekonan…
Inaczej mowiac „wiecie kochani, ze jestem do szpiku kosci nowoczesny…i lewicowy” ale wicie rozumicie trzeba byc realista i glosowac na mniejsze zlo… itd”
I mamy to co mamy – kazdy glosuje na tego kogo nie chce (?!).
Wlasna formacja zostaje zarznieta – ale co z tego?
Jezeli zwolennicy SLD glosowaliby na SLD to wtedy byc moze PO dostaloby 5 % mniej – na pewno te glosy nie zostalyby „zmarnowane” jak nasz Gospodarz sugeruje – nie bylo dla tych wyborcow alternatywy SLD albo PiS.
PiS mialby tyle samo glosow co ma za to PO musialoby sie liczyc z potencjalnym koalicjantem.
Czemu lewica ma glosowac na Gowina?
Pomimo wyjasnien Gospodarza dalej nie wiem – i jedynym powodem wydaje mi sie „niemozliwa do powstrzymania, wrecz wrodzona chec publicznej deklaracji poparcia dla partii wladzy”…
Trudno jest ocenic obecna „lewice” bez historycznego kontekstu – SLD bylo i jest spadkobierczynia PZPR-u, ktory mial w swojej nazwie ROBOTNICZA ale ewoulowal w PRL-u w strone partii uprzywilejowanej warstwy wladzy, pieniedzy i wplywow – i tak zostalo w SLD.
Zostal dla zmylenia „Socjal” by zagospodarowac oglupialych tempem zmian wyborcow a obecnie para idzie w „obrone mniejszosci i walke z krzyzem”…
De facto idzie jedynie o jak najlepsze urzadzenie sie paru tysiecy ludzi powiazanych interesami w nowej rzeczywistosci RP. Nazywa sie do dzisiaj nowoczesnym podejsciem do polityki…
Jezeli pojawia sie szansa na przeskoczenie do partii obecnie majacej klucz od koryta – wspaniale „lewicowcy” potrafia przeskok wyjasnic i usprawiedliwic…
Zgodnie z zasada postulowana przez Pana Redaktora, ze czasy wymagaja spokoju a nie przekonan…
A kiedy było inaczej pytam?
Dlatego warto wracać do zyciorysow – mamy taka polityke jakich politykow i ich zaplecze intelektualne.
Kościół nie powinien w czasach spokojnych angażować się w sprawy polityczne w taki sposób aby wywoływać zamieszanie, ingerować w sprawy instytucji publicznych lub wpływać na czysto polityczne wybory obywateli.
Nergala postępek ma wymiar moralny dla większości ludzi w Polsce, dla mnie też i żaden sąd nie jest władny pozbawić go niesławy otaczającej go po wybryku z podarciem Biblii.
Jeśli miało to być działanie neutralne, czysto symboliczne, to mógł podrzeć jakąś inną księgę, np. księgę kościoła scientologów, sennik egipski, w ostateczności historię WKPB. Ale Darski wiedział co czyni, zawziął się na Biblię, bo najbliższa, najłatwiejsza, a Koran, czy Myśli Mao były by zbyt ryzykowne.
Zniszczenie żadnej innej księgi nie przyniosło by efektu rozgłosu, skandalu, glorii poskramiacza głupoty, sławy samotnego herosa rozprawiającego się z ciemnogrodem, co podeptanie Biblii. Przez wielu zostało to zrozumiane jako podeptanie nie tylko żywej wiary, lecz tradycji, co nadaje czynowi temu charakter prawdziwej prowokacji, bynajmniej nie artystycznej.
Z kilku wywiadów, których Darski użyczył mediom postarałem wyłuskać udzielony wywiadowcom światopogląd. Nergal mianowicie twierdzi, ze jego teksty, muzyka, występy, to pewna konwencja, załapał się na nią, poczuł że jest w nurcie i po prostu ją kultywuje, zdobywa rozgłos, staje sie w pewnej niszy najbardziej znanym artystą z Polski.
Prawo mu tego nie zabrania.
Z drugiej strony oczekiwanie, że nie znajdzie się wśród hierarchii nikt protestujący jest złudne. Biskup protestuje w imieniu i ma do tego prawo. Jeśli Nergala wkurza naiwność i cienka wiara w głupoty wypisywane w księgach, to państwo, które udziela mu tego prawa czynnego wyrażenia sprzeciwu musi także respektować prawo do protestu przeciwko praktykom Nergala.
Wyczyny tego performera są wulgarne i niesmaczne, w warunkach polskich sytuują się na granicy wybryku, publicznego znieważania, obrazy uczuć.
Także interwencje biskupów są na granicy nadmiernego mieszania się hierarchii w sprawy instytucji publicznych.
Jeśli chodzi o wybór Nergala jako jurora formatowanego konkursu-show w TVP2, o znamiennym tytule „Voice of Poland”, to nie jestem za.
Sądzę, że Darskiego wybrano jako osobę reprezentatywną do występów w TV z dwóch powodów.
Pierwszy i najważniejszy powód, to kompleks polski – gość, który wg apologetów zdobył mir i uznanie na „całym świecie” dla wielu zahukanych, a oślepionych agresywną popkulturą krajan jest herosem, zdobywcą, jednym z naszych zdolnych, inteligentnych, którego świat docenił. Jego osoba, to jesteśmy my – wszechstronni, odważni, ekspansywni.
Ze względu na wysokie miejsca w niszowych rankingach prowadzonych przez popularne instytucje muzyczne uznano, że Darski może pełnić rolę takiego polskiego, rozpoznawalnego markera kulturowego.
Drugi powód, to także cecha społeczna – ambicja postawienia się w poprzek gnuśności, na przekór zaściankowi, chęć przetestowania szczególnego przypadku, sprawdzenia, czy już dojrzeliśmy oraz trochę poprowokowania, pogrania na nosach moherkom, fioletowym i czerwonym i berecikom.
Widzę, że „idzie nowe”. Kreuje się nowego wroga „wielkiego wodza”. Pomówienia i kłamstwa dotyczące Kaczyńskiego skompromitowały się w oczach ludzi myślących więc teraz wrogiem może się stać wytwórca tanich win. Teraz trzeba tylko wmówić ludziom starszym, że tylko Donald stoi na drodze legalizacji narkotyków i w odpowiednim momencie poprzeć TV Trwam w drodze do cyfryzacji…
A mówiąc poważnie, gdyby Donald Tusk naprawdę chciał wycofać się z ACTA to po prostu poddałby umowę procedurze ratyfikacji w parlamencie. Przy obecnym układzie sił i nastrojach, parlament by takiej umowy nie ratyfikował i sprawa byłaby zamknięta. Ale wyrzeczenie się tak skutecznego instrumentu do dławienia wolności słowa, to chyba ponad siły naszego przywódcy…Słuchałem wywiadu z prawnikiem, specjalistą prawa międzynarodowego. Podpisanie ACTA-jest to umowa miedzy narodowa, zamyka sprawę, nikt w Polsce nie może jej „odkręcić”. Jedynie UE ma takie możliwości nonsens każda umowa międzynarodowa może być wypowiedziana. W sprawie ACTA nawet je nie trzeba wypowiadać, wystarczy ją nie ratyfikować w sejmie i sprawa leży. Zbynio powinien znać takie malo subtelne zagadnienia dotyczące zasad przenoszenia aktów prawa międzynarodowego do systemu legislacji krajowej.Bo do tej pory działania rządu dotykały swymi skutkami niewiele osób. Bo kiedy ktoś „dołożył pisowcom”, to miło było się pośmiać. Jak jakiegoś „kibola” wsadzono do aresztu, to nie-kibole czuli się bezpiecznie. Ale skutki ACTA mogą dotknąć każdego. I każdy kiedyś się zestarzeje i raczej chciałby na starość mieć jakąś emeryturę, tym bardziej że Państwo składki skutecznie egzekwuje, ale z wypłacaniem to za kilka lat może już być różnie.